Wyświetlenia

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rozdział 37

"Rozpłakałam się, Jaś od razu zrozumiał. Objął mnie. Oddychałam jego zapachem. Dopadły mnie wyrzuty sumienia. My się bawimy, śmiejemy, a powinniśmy trwać w żałobie. Powiedziałam o tym Jasiowi, a on stwierdził, że Mila chciałaby, żebyśmy byli szczęśliwi. Siedzieliśmy tak do rana, objęci i płaczący. Taki piękny wieczór poszedł na marne. 



Zeszliśmy na śniadanie. Okazało się, że mamy gościa..."

Siedziała milcząca, patrzyła się w podłogę. Nie byłam pewna, czy Jaś też ją widzi, bo przeszedł obojętnie tuz koło niej. Spojrzała na mnie smutno i jej wargi poruszyły się bezdźwięcznie w słowie "przepraszam". Stanęłam przy stole i zamrugałam kilka razy. Już jej nie było. Nie mam pojęcia, co jej się stało, ale w pewien nieokreślony sposób czułam, że to jedno słowo miało głębsze przesłanie.

Spacerowałam po mieście kupując przedmioty, które nigdy mi się nie przydadzą. Nie chodzi o to, że jestem rozrzutna. Po prostu fascynowała mnie inność tych rzeczy. Niektóre produkty zachwycały. Najbardziej dumna jestem z zakupu pozytywki. Porcelanowa, ręcznie malowana baletnica tańcząca na złotej platformie. Jeden ruch ręką - i już tancerka uwięziona w skrzyni z ciemnego drewna. To prezent dla Olgi. 

Wróciłam do domu cioci wcześniej, bo się rozpadało. Londyńska pogoda nie współpracowała z prognozami. Janek miał przyjść tak samo późno jak ja, czyli za kilka godzin. Przemoczona, lekko stawiałam kroki, ponieważ nie miałam zamiaru zakłócać cichego odgłosu deszczu płynącego zza okna. 
-Ciociu? - Krzyknęłam. Nie usłyszałam na odpowiedzi, więc skierowałam się do jej pokoju, chcąc zostawić kobiecie prezent kupiony kilka chwil temu. Bez pukania pchnęłam drzwi i zamarłam. 

Ciocia Marta leżała w objęciach jakiejś kobiety. Obie były bez górnej części garderoby. Szybko odwróciłam się i pobiegłam w stronę wyjścia. Deszcz, nie deszcz, musiałam sobie jakoś poukładać myśli. Usłyszałam szybkie, nerwowe kroki kiedy ciotka zbiegała po schodach.
-Wika! Kochanie, to nie tak, jak myślisz! - Wołała za mną. Nie zatrzymałam się. Zamknęłam drzwi i ruszyłam przed siebie.

Postąpiłam zdecydowany krok naprzód. Spojrzałam w niebo, zimne krople uderzały mnie w twarz. Przymknęłam oczy, bo łzy sprawiły, że zaczęły szczypać. Teraz wszystko ułożyło się w całość. Ciocia jest lesbijką, dlatego nie wyszła za mąż. czy o to pokłóciła się z ojcem? Nigdy nie był tolerancyjny, wręcz homofob. To by wiele wyjaśniało. Tylko dlaczego mi nie powiedziała? Bała się mojej reakcji? Zaraz, czyli okłamała mnie tez mówiąc, że zmienia facetów jak rękawiczki. 

Z rozmyślań wyrwało mnie mocne pchnięcie. Prawie upadłam, a głośny klakson uświadomił mi, dlaczego. Rozejrzałam się szybko. Wściekły kierowca wysiadł z auta i zaczął zmierzać w moim kierunku. Widok mi nagle przysłonił wysoki i postawny mężczyzna. Kłócili się. Jeden mnie wyzywał od ślepych idiotek, a drugi krzyczał na pierwszego, że jest ograniczona widoczność i powinien jechać wolniej, albo żeby w ogóle mu odebrano prawo jazdy. Po chwili awantura dobiegła końca. Mój wybawca okazał się Walijczykiem. Grzecznie zwrócił mi uwagę, że faktycznie nie powinnam myśleć o niebieskich migdałach i rozglądała się, a ja serdecznie mu podziękowałam. Chciałam go zaprosić na kawę w podzięce czy coś, ale niestety się spieszył.

Musiałam skorzystać z toalety, więc poszłam na najbliższą stację benzynową. Spojrzałam w lustro i się przeraziłam.  Mój makijaż był w fatalnym stanie. Czarne smugi rozmyły się na policzkach. Włosy też nie wyglądały zbyt dobrze. Mimo, że były mokre, nie można było zaprzeczyć, że wołają o pomoc. Ogarnęłam się trochę i udałam do kawiarni, żeby się rozgrzać. Zadzwoniłam do Jasia i powiedziałam mu, że potrzebuję rozmowy. Zjawił się w ciągu mniej więcej dwudziestu minut. Widać było zmartwienie w jego oczach. Przytulił mnie na przywitanie.

Rozmawialiśmy bardzo długo. Było mi po prostu przykro, że nie dowiedziałam się tego w inny sposób. Na przykład od niej samej, a nie zastając taką scenę. Zupełnie nie miałabym problemu z zaakceptowaniem prawdy, przecież człowiek się z tym rodzi. W pewnym momencie stwierdziłam, że muszę z nią wszystko wyjaśnić, porozmawiać. Tak po prostu, szczerze. Chciałam opowiedzieć jej o Mili, dziwnych snach, Oldze, podtruwaniu mnie. O tym, co działo się przez kilka ostatnich lat.

Ciocia Marta siedziała w kuchni, z kubkiem w rękach. Miała włosy w nieładzie i sińce pod oczami, choć nie widziałyśmy się tylko kilka godzin. Poderwała się z miejsca, kiedy nas zobaczyła. Zrobiło mi się jej żal. Głęboki strach w jej oczach i skulona postawa sprawiały, ze wyglądała jakby czekała na cios. Była spięta, gdy do niej podeszłam, ale rozluźniła się kiedy ją przytuliłam. Wypuściłam powietrze z płuc nie wiedząc, że wstrzymywałam oddech.

Nie zauważyłam, że Jasiek odszedł, bo z moich ust wypłynął potok słów. Mówiłam o wszystkim, co mnie trapiło. Tak po prostu.
-Kiedy wyjechałaś, moje zycie stało się koszmarem jeszcze większym niż było. Rodzice pili więcej i więcej, zaczęły się awantury, pierwsze uderzenia. Codzienny płacz i strach. Każdego dnia błagałam, abyś wróciła, żeby choć trochę się zmieniło. Bili mnie, raz nawet przypalali papierosem. Co ranek otwierałam oczy zawiedziona, że nie umarłam we śnie. Zbyt się bałam, żeby sama odejść, ale wierz mi, że prawie w każdej chwili chciałam zdechnąć. Pewnego dnia chciałam wyjść, ale matka pociągnęła mnie za włosy. Upadłam, a ona z całej siły rzuciła we mnie butelką z piwem. Popchnęłam ją i uciekłam. W takim stanie znalazł mnie Jasiek. Za śmietnikami, całą we krwi. Zaniósł do swojego domu i razem z Milą się mną zajęli. - Opowiadałam spokojnie, patrząc pusto przed siebie. 

Ciocia słuchała, a po jej policzkach leciały łzy. Mówiłam dalej.
-Chciałam wrócić do domu, tego patologicznego. Nie potrafiłam leżeć bezczynnie u kogoś, czułam się jak problem. Tym bardziej, że oprócz ran psychicznych miałam tylko spuchniętą twarz. Nacisnęłam klamkę i wchodząc, razem z alkoholem poczułam zapach dymu. Pożar. Nieprzytomna matka i ojciec. Najtrudniejszy wybór w moim życiu. Uratowałam obojga.

Czasem żałowałam, że nie przyszłam kilka godzin później. Gdyby zmarli, nie miałabym ich na sumieniu. A tak, nie mogłam ich zostawić. Jaś nielegalnie zabrał mnie ze szpitala, zamieszkałam u nich. Władze się mną nie przejęły. Zostałam sama na noc, ktoś włamał się do domu. W obronie własnej zabiłam go. Odbyła się sprawa w sądzie, moi "rodzice" zrzekli się praw rodzicielskich. Adoptowali mnie Mila i Janek. Nie mogli tego zrobić, nie w naszym kraju, ale dokumenty były podmieniane kilka razy. Z nią dogadywałam się świetnie, zastąpiła mi matkę. Rozmawiałyśmy o wszystkim, dogadywałyśmy się jak nikt. 

Poznałam chłopaka, prawie się pocałowaliśmy. Widział to Jaś, pokłóciliśmy się. Powiedział parę słów za dużo, przez co wybiegłam z domu i miałam zamiar już nie wrócić. Chore, bo byli moimi prawnymi opiekunami. Szukał mnie i dzięki Bogu, bo prawie mnie zgwałcono. Tej nocy okazało się, że on mnie kocha. I, że ja także kocham jego, choć sama tego nie wiedziałam. W tamtym okresie miałam chore sny. Naprawdę chore. Bardzo realistyczne i przerażające. Na przykład śniała mi się twarz topielca, jakieś postacie. Kuba, czyli poznany wtedy chłopak nie chciał odpuścić znajomości ze mną, przez co niszczył związek mój i Janka. Dostałam list od Julki, w którym prosiła o spotkanie i wyjaśniła mi wszystko, o czym wiesz. 

Okazało się, że Kuba to brat Kamila, który jest mężem mojej siostry. Chcąc nie chcąc, musiał zrezygnować, bo jesteśmy rodziną. Mila, Janek i ja dostaliśmy zaproszenie do nich na kolację. Przytuliłam Kubę po przyjacielsku, a Janek to zobaczył, wkurzył się i zaczął bójkę. Byłam wściekła, zdemolowałam swój pokój i złamałam sobie przez to nogę. Nie miałam świadomości, co robię. Jakbym była kukiełką w teatrze marionetek. W szpitalu przeszłam śmierć kliniczną, podczas badań okazało się, że podtruwano mnie środkami nasennymi. Do teraz nie mam pewności, przez kogo.

Miałam coraz gorszy kontakt z Milą. Zaprzyjaźniłam się z Olgą, szwagierką Julii. Stała się dla mnie jak siostra. W każdej chwili się ze sobą komunikowałyśmy. Dostałam telefon, że zaginęła. Tej samej nocy śniła mi się. Kolejny koszmar. Trochę jednak inny, niż zazwyczaj. Widziałam dokładne otoczenie, w którym się znajdowała. To było tragiczne, jakieś melodie i ostrzenie noża. Od razu tam pojechałam. Znaleźliśmy ją. Całą pociętą. Milka już praktycznie nie pojawiała się w domu.

Później miałam urodziny. Najwspanialszy dzień w moim życiu. Mnóstwo kwiatów i prezentów, w tym także od ciebie. Dzień później Olga przyznała się, że puściła się w klubie i teraz jest w ciąży. Kilka dni później byłam z nią w kuchni i weszła Mila. Wyglądała strasznie. wychudzona, w łachmanach, brudna, z sinymi ustami i cieniami pod oczami. Nigdy nie zapomnę tego widoku. Po chwili straciła przytomność. Wezwałyśmy pogotowie. Zabrano nas do szpitala, gdzie odchodziliśmy od zmysłów. Zmarła w szpitalu. Zaćpała się.

Zaczęła nam się pokazywać. W sensie, jej duch. Mało tego, ona nas po prostu straszyła. Krzywdziła. Nasz dom stał się piekłem. Bałam się odwrócić, żebym jej nie ujrzała. Musieliśmy odpocząć, więc przyjazd do ciebie był idealną okazją. Dziś w kuchni też ją zobaczyłam. Powiedziała "przepraszam". Nie mam pojęcia, co to ma znaczyć. 

Nie chcę też, żebyś zrozumiała mnie źle. Nie wyszłam z domu, bo jestem nietolerancyjna. Po prostu musiałam zebrać myśli. Zabolało mnie tylko, że dowiedziałam się w taki sposób. Bo nie miałabym z tym problemu, gdybyś mi powiedziała tak szczerze, a nie zataiła to. - Zakończyłam swoją historię. Ciocia padła mi w ramiona trzęsąc się od szlochu. Wtuliłam się w nią i tuż za jej plecami stała Mila...
________________________________________________________________
Miśki! Witam Was po przerwie. Bardzo dziękuję tym, którzy zrozumieli, że jestem człowiekiem i potrzebuję odpoczynku. Pozdrawiam tych, którzy mimo wszystko nie rozumieją :). Oraz pozdrawiam tych, którzy marudzą, że krótko. Jeśli masz napisać, że krótkie rozdziały albo są rzadko, to naprawdę lepiej nie komentuj :)
Rozdziały będą teraz nieregularnie. Nie pytajcie kiedy, bo mama maaaasę obowiązków i spotkań (askowi wiedzą) i naprawdę nie mam czasu siedzieć i pisać, ale będę to robić w każdej wolnej chwili :)

Naprawdę dziękuję tym, którzy trwali przy mnie przy ponad tygodniowej przerwie. Jesteście najlepsi, kocham <3 Rozdział taki dla przypomnienia :)
Nie zapomnij o "+1" i "obserwuj" oraz o follow na asku! Dzięki! <3

Zapraszam na aska, gdzie zawsze jest info o rozdziałach i możecie mnie poznać :3 http://ask.fm/Znajoma2000 
Snapchat: froncala
Skype: froncalaff
Grupa: https://www.facebook.com/groups/987549737922750/ 

I NA KONIEC BARDZO BARDZO BARDZO WAM DZIĘKUJĘ ZA 100 000 WYŚWIETLEŃ! NIE MACIE POJĘCIA, JAK MNIE TO CIESZY! Teraz to już ponad 107 000, ale jesteście po prostu najlepsi. <3


sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 36


„Przesunął kończyny na moje uda i lekko je ścisnął. Sapnęłam. Jasiek błądził dłońmi po moim ciele. Złączyliśmy nasze ciała, a także dusze. W końcu zasnęliśmy wtuleni w siebie. Nagi Jan i naga Wiktoria. Tak ich zastał świt...”



Obudziło nas pukanie do drzwi. Naraz otworzyliśmy oczy i spojrzeliśmy na siebie przestraszeni. Nadal nie mieliśmy ubrań! Szybko się położyliśmy udając, że śpimy. Ciocia weszła do pokoju, stała chwilę i usłyszeliśmy zamykanie drzwi. Wzięłam wdech ulgi i zamarłam. Ciocia stała przy drzwiach ledwo hamując uśmiech. Schowałam głowę pod kołdrę zażenowana. Teraz kobieta wybuchła śmiechem.

-Dlaczego wstydzicie się swoich ciał? Ja jestem już prawie starą kobietą, nie macie się czego bać. Swoje widziałam i jeszcze zobaczę. – Mrugnęła. – No dalej, dziś dzień pełen zwiedzania! Pospieszcie się, śniadanie czeka. - Wyszła zostawiając nas z głupim wyrazem twarzy.

Ranek spędziliśmy na beztroskim błądzeniu w londyńskich parkach i rezerwatach w celu obserwowania ptaków. Udaliśmy się do zoo i oceanarium. Popołudnie było bardziej "miastowe". Odbyliśmy ciekawą wyprawę, zaczynając od najsłynniejszych atrakcji, czyli Big Bena i London Eye. Po drodze ciocia pokazała nam najznakomitszą restaurację w Anglii, która należy do jej przyjaciela. Kazała nam zjeść w niej kolację.

Uszykowałam się bardzo szybko jak na mnie. Włożyłam błękitno-złotą sukienkę, ale dopiero gdy prawie wychodziłam zorientowałam się, że nie wzięłam żadnych butów na obcasie. Założyłam sandały, lecz kiedy pokazałam się cioci, ta powiedziała, że oszalałam. Rozkazała  mi zabrać swoje obcasy. Moje tłumaczenia, że ma o dwa rozmiary mniejszą stopę nic nie dały. 
-Chcesz być piękna, musisz cierpieć. - skwitowała i wypchnęła mnie za drzwi. 

Jasiek zaczął się śmiać, a ja ledwo szłam w tych butach. Całą drogę wkurzał mnie, dogryzając. Usiadłam na ławce obrażona. Spojrzał na mnie zdziwiony.
-A ty co? No chodź! - Powiedział.
-Nigdzie z tobą nie idę. - Odparłam zła.

Jaś stał i myślał przez chwilę. Zanim się zorientowałam co planuje, już mnie niósł na plecach. Na początku się wkurzyłam i waliłam go pieśniami, ale kiedy ochłonęłam, zaczęłam się śmiać. Było jeszcze wcześnie, ale mimo to szliśmy sami na pustej ulicy. Mój rechot niósł się wśród budynków. 

Chwilę później gdzieniegdzie pojawiali się ludzie, którzy patrzyli na nas jak na wariatów. Nie dziwię się zresztą. Tuż przed restauracją postawił mnie, poprawiłam sukienkę i weszliśmy. Zachwyciłam się wystrojem od pierwszego wejrzenia. Miodowe ściany z dodatkami ciemnego drewna i kremową podłogą, dzięki czemu nie było zbyt ciemno. Kryształowe żyrandole i perlista porcelana nadawały wrażenia przepychu, jednak nie narzucał się on. Kelnerzy podali nam karty dań. Nawet menu było piękne. Złote litery wytłoczone w czarnej skórze.

Kierowałam się dobrym gustem Janka, więc on zamówił za nas dwoje. Jedzenie rozpływało się w ustach. Po skończony posiłku kiedy chcieliśmy zapłacić, dostaliśmy informację, że rachunek został uregulowany. Oczywiście, to sprawka cioci Marty. Ta kobieta jest niesamowita. Po drodze do domu zdjęłam pantofle z horroru i szłam na boso. Po prostu już nie czułam nóg, one strasznie uciskały palce. 

Przechodziliśmy akurat koło śmietników, gdy Jaś kazał mi zamknąć oczy. Niepewna zrobiłam to i czekałam. Pozwolił mi spojrzeć i okazało się, że przywiózł... wózek sklepowy. Stałam oniemiała i patrzyłam to na wózek, to na Jasia, który uśmiechał się od ucha do ucha. 
-Wiesz, po co ten wózek? - Robił minę jak pedofil. Bałam się jej, zawsze mnie przerażała.
-Nie mam pojęcia. Oświeć mnie. - Rozłożyłam ręce.
-To... - Zamilkł. 
-Toooo...? - Czekałam na ciąg dalszy.
-Jest...
-Jest?
-Wózek... - Czy on nie może powiedzieć tego od razu?  
-No powiedz wreszcie! - Zdenerwowałam się.
-Ok. - Udawał, że jest obrażony. Ja nie mam siły na tego człowieka. 
-Jezu, Jasiek, mów: po co przytośtałeś ten wózek?
-To jest wózek... - No nie. Znowu zaczyna.
-No to już wiem. Dalej.
-Do...
-Do...?
-To jest wózek do... - Boże. To już się robi nudne.
-Do czego?
-Więc to jest wózek do... jeżdżenia.
-Co? - Nie rozumiałam.
-No wózek.
-Ale co wózek? - Pogubiłam się.
-No będziemy jeździć. W wózku. - Znów zrobił minę pedofila.
-Jasiu, ty bredzisz.
-Nie bredzę! Wsiadaj do wózka! - Nie wsiądę. Ale podroczę się z nim.
-A jeśli nie, to co? - Uśmiechnęłam się zalotnie.
-To cię wrzucę!

Zanim się obejrzałam, Jasiek chwycił mnie i wpakował do jeździdełka. Zaczął biec, wózek nabierał prędkości. Krzyczałam, bo jednak zawsze się boję, że stracimy kontrolę, ale to było bardzo ekscytujące. Adrenalina trochę jak na kolejce górskiej, gdzie się poznaliśmy. Wiatr rozwiewał moje włosy, a oboje śmialiśmy się jak wariaci. 

Zachowujemy się często jak dzieci. Ale to takie niesamowite, że możemy razem robić wszystko. Od głupich zabaw, przez poważne rozmowy i romantyczne wieczory. Nie znalazłabym  w życiu lepszego chłopaka od Jasia. On jest taki opiekuńczy i kreatywny. Mimo, że zawsze mnie czymś wkurza, nigdy nie zamieniałabym go na nikogo innego.

Wróciliśmy do domu naprawdę późno. Po jeździe w wózku sklepowym spacerowaliśmy w blasku księżyca i zgubiliśmy się kilka razy. Ale to taki mały szczegół o którym nikomu nie powiemy. Bo trochę wstyd.

Usiedliśmy na łóżku i nagle dopadła nas melancholia. Tak jakoś zatęskniłam za Milą. Mimo, że przez ostatnie tygodnie miałyśmy koszmarny kontakt. Spojrzałam na Jasia, bo wpatrywał się we mnie. Dostrzegłam w jego oczach smutek, olbrzymi ból, chociaż na ustach tkwił lekki uśmiech. Nawet największy aktor nie umie grać oczami.

Rozpłakałam się, Jaś od razu zrozumiał. Objął mnie. Oddychałam jego zapachem. Dopadły mnie wyrzuty sumienia. My się bawimy, śmiejemy, a powinniśmy trwać w żałobie. Powiedziałam o tym Jasiowi, a on stwierdził, że Mila chciałaby, żebyśmy byli szczęśliwi. Siedzieliśmy tak do rana, objęci i płaczący. Taki piękny wieczór poszedł na marne. 

Zeszliśmy na śniadanie. Okazało się, że mamy gościa...
__________________________________________________________________

Misie! Baaardzo was przepraszam, że taki krótki. Będą dłuższe, obiecuję. Po prostu są Święta i nie miałam kiedy napisać, a do tego nie miałam dziś weny :C 
Mimo wszystko, życzę Wam Wesołych Świąt, a jeśli ich nie obchodzicie, to i tak życzę miłych dni z rodziną :)

Bardzo dziękuję Karen, za podesłanie mi cennych rad. Serio, są genialne :)

Założyłam snapa, więc dodawać i snapować! nazwa: froncala
Przy okazji pozdrawiam Paulinę, która mnie w końcu do tego zmotywowała, bo zbierałam się od dawna. Dzięki Miśka! <3

Narzekacie, że nie macie co czytać. Więc proszę, dwa mega ff!
Jędza, eeee to znaczy... Marzena: www.cieplowsrodchlodu.blogspot.com
Oldzia, która dopiero zaczyna :3  www.zerooryginalnosci.blogspot.com

Przypominam o grupie czytelników tego ff, założonej na Waszą prośbę :3 https://m.facebook.com/groups/987549737922750?ref=m_notif&notif_t=group_comment

Wpadnij też na ask! Przypominam też, że czytelnicy wstawiają link do ff do opisu :3 http://ask.fm/Znajoma2000

Nie zapomnij dodać "+1" i "obserwuj" a także zaobserwować na asku :) jeśli chcesz pogadać, napisz na skype: froncalaff

czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział 35

"Pukanie stało się bardziej natarczywe. Przygryzł wargę szybko myśląc co zrobić. Jeśli zostawi mnie tu samą, coś może mi się stać. A kiedy weźmie mnie na dół, może przyjść ktoś ważny i przerazi się na mój widok. W końcu postanowił. Podniósł mnie i szybko zeszliśmy ze schodów, usadził na krześle i otworzył drzwi wejściowe. Nikogo tam nie było..."


Spojrzał na mnie zrezygnowany, usiadł obok i zapłakał. Nie mam pojęcia, o co chodzi Mili. Ale to mnie przeraża.

-Misia? - Zaczął niepewnie Jan.
-Tak?
-Musimy się wyprowadzić. - Powiedział zdecydowanie. Patrzyłam na niego z otwartą buzią.
-Mówisz poważnie? - Nie dowierzałam.
-Zupełnie poważnie. Nie wiemy, o co chodzi Mili. Jeśli coś ci się stanie, nigdy sobie tego nie daruję. Nie możemy tak ryzykować. To straszne, co mówię. Milka była najbliższą mi osobą a teraz cię rani. Nie mam pojęcia, co o tym myśleć.
-A może..  Porozmawiamy z nią?
-Co? Jak chcesz to zrobić? - Zdziwił się.
-Wywołując ją.

Poczekaliśmy do nocy. Żadne z nas się na tym nie zna, więc wzięliśmy świeczki, zgasiliśmy światła i usiedliśmy naprzeciwko siebie. Chwyciliśmy się za ręce. Panował zupełny mrok, nie wliczając blasku płomieni. Ogień rzucał siejące trwogę cienie na nasze otoczenie. Widzieliśmy nawzajem w swoich oczach strach i nadzieję. Nasze ręce zaciskały się kurczowo, gdy wypowiadaliśmy jej imię.

Poczułam, że coś się zmienia. Pozornie nic się nie działo, ale czułam to w podświadomości. Jasiek chyba też, bo źrenice mu się rozszerzyły. Moje ciało przeszył lekki dreszcz, kiedy chłopak oznajmił, żebym się nie odwracała. W tym momencie dotarło do mnie lodowate zimno.

Janek zaczął.
-Mila... Możemy porozmawiać? - Powiedział w miarę głośno, ale niepewnie.
Nie odpowiadała. Chłód mnie nie opuszczał. Nagle stopniowo zaczęło robić mi się cieplej i zobaczyłam, jak duch dziewczyny  przechodzi obok. Stanęła w taki sposób, żebyśmy oboje dobrze ją widzieli. Swoją postawą wyraziła chyba zgodę. Chłopak kontynuował.
-Dlaczego prześladujesz Wiktorię?

Sapnęłam. Wszystkie płomienie drgnęły, jeden knot zgasł. Paliło się jeszcze pięć. Na słowa Jasia twarz postaci stężała w bólu. Spojrzała na mnie oczami pełnymi łez.
-Zabrała mi ciebie. - Wyszeptała i zaczęła płakać.

Janek impulsywnie wstał żeby ją objąć, ale zniknęła. Chłopak osunął się na ziemię i zaszlochał. Mi nie wystarczyła taka odpowiedź, musiałam dowiedzieć się więcej.
-Mila! Co to znaczy, że ci go zabrałam? Powiedz, proszę! - Krzyknęłam poważnie. Dom się zatrząsł, spadło kilka obrazów. Pojawiła się już koło mnie.
-Miałam go całe życie, nagle pojawiłaś się ty i mi go zabrałaś! Tak po prostu! - Wrzeszczała. Budynek wibrował mocniej, trochę jakby podczas trzęsienia ziemi.

Byłam przerażona, ale nie mogłam dać tego po sobie poznać.
-A dlaczego zaczęłaś znów ćpać? - Wszystko ustało. Nastąpiła zupełna cisza, nie było żadnego ruchu. Jak ręką odjął. Mila zaczęła szeptać, ledwo ją zrozumiałam. To był jakby pisk.
-Bo byłam samotna. Chciałam więcej i więcej. Pragnęłam, żeby Janek mnie zauważył... Ale ty byłaś ważniejsza! - Ostatnie zdanie wykrzyczała.
-Zostaw nas w końcu w spokoju! - Zdenerwował się Jan.
-Albo ja tu będę mieszkać, albo ona! - Rozległo się dzikie wycie, którego nie byłby w stanie wydać z siebie żaden człowiek.

Nagle zgasły wszystkie świeczki, zrobiło się zupełnie ciemno. Echo jej słów wciąż odbijało się od ścian pomieszczenia. A może to tkwiło tylko w mojej głowie? Nadal siedziałam na krześle. Poczułam lekkie przesunięcie, cała się spięłam. Już chciałam wstać, ale siedzenie gwałtownie podjechało pod ścianę, przewracając się, a co za tym idzie - ja także skończyłam na podłodze.

Nic nie widziałam, skuliłam się na kafelkach i okryłam głowę ramionami. Pulsowała z bólu, uderzyłam się o kant komody. Z szafek wylatywały naczynia, ze ścian spadały obrazy, doniczki rozbijały się zasypując wszystko ziemią. Trzęsłam się ze strachu. Janek krzyczał błagając, żeby przestała. W mroku dostrzegłam zarys krzesła, na którym wcześniej siedziałam. Poderwało się i z impetem uderzyło Janka. Chłopak padł na podłogę i wszystko ustało.

Podbiegłam do włącznika światła. Pstryknęłam i światło zalało cały dom. Przeraziłam się. Wnętrze kuchni, salonu, korytarza i wszystkich innych pomieszczeń wyglądało... Nie można tego opisać. Dotarłam do chłopaka leżącego w rzece szkła, ziemi, szmat i kawałków różnych innych rzeczy, których nie potrafiłam zidentyfikować. Był przytomny, dzięki Bogu nic mu się nie stało.

Poszliśmy do pokoju. Usiedliśmy na łóżku, chcąc omówić dalsze działania. Przypomniałam sobie.
-Janek? - Spojrzał na mnie. - Pamiętasz, jak na urodziny dostałam bilety? Możemy wyjechać do Anglii aż trochę się nie uspokoi. Co myślisz?
-Dobry pomysł. Wylatujemy pojutrze.

Zeszliśmy posprzątać. Po kilku godzinach mieszkanie znów wyglądało przyzwoicie. Był prawie ranek, więc udaliśmy się do sypialni, żeby trochę odpocząć. Rzuciliśmy się na łóżko i momentalnie zasnęliśmy.

Było już po południu, kiedy się obudziłam. Janka nie było. Skierowałam się do kuchni, gdyż przywołały mnie tam ciekawe zapachy. Jaś mnie zauważył i już po chwili zaserwował smaczną porcję naleśników. Omówiliśmy szczegóły wyprawy i zaczęliśmy pakować najpotrzebniejsze rzeczy.

Pod wieczór odwiedziłam Julię, żeby zapytać o adres cioci Marty. Oczywiście nie wyjawiłam prawdziwego powodu wyjazdu. Po prostu chcemy wykorzystać prezent od niej i odpocząć od straty Mili- tak brzmiała wersja dla innych. Uwierzyli, co w ogóle nas nie zdziwiło, bo potrafię dobrze kłamać. Spokojnie, nie wykorzystuję tego często. W ten sposób minął kolejny dzień, tym razem spokojnie.

Stanęliśmy na lotnisku. Było bardzo wcześnie, kiedy wylecieliśmy. Siedziałam przy oknie. Podziwiałam krajobrazy. Chciało mi się spać, ale dzielnie wpatrywałam się w pola i miniaturowe domki. Jaś zasnął ze słuchawkami na uszach. Rozsiadłam się wygodnie i przymknęłam oczy.

Przysnęłam, ale obudził mnie huk. Rozejrzałam się, ludzie robili to samo. Na ich twarzach widziałam strach. Zajrzałam za okno. Niebo pokryły ciemne chmury. Ktoś krzyknął, że skrzydło się pali. Poczuliśmy gwałtowny spadek. Pasażerowie krzyczeli, wszystko ogarnął chaos. Niektórzy się modlili, inni płakali. Do wnętrza samolotu jakimś cudem dostał się dym, nie mogłam oddychać.

Tylnia część samolotu została oderwana. Podmuch wiatru wyrwał mnie na zawnątrz. Widziałam spadający samolot, w chmurze dymu i płomieni. Ja także leciałam w dół, ale sama. Dwie części potężnej maszyny z wielkim hukiem zawaliły się na domy mieszkańców. A ja wciąż spadałam. Okręciłam się w powietrzu i dostrzegłam coraz szybciej zbliżające się drzewa. Ciekawa śmierć, rozbić się na koronie lasu. Nagle to poczułam...

Gwałtownie usiadłam. To Jasiek szarpał mnie za ramię. Byłam cała spocona. Dowiedziałam się od niego, że krzyczałam przez sen. Samolot wylądował, wyszliśmy na lotnisko w poszukiwaniu bagaży. Wzięliśmy walizki i zamówiliśmy taxówkę. Po kilkunastu minutach samochód zatrzymał się przed uroczym domkiem z ogródkiem. Zapłaciliśmy i niepewnie podeszliśmy do drzwi.

Zapukałam. Usłyszałam, że mam poczekać. Wypowiedziano te słowa po angielsku. W końcu drzwi zostały otwarte. Ujrzeliśmy ciocię Martę. To na pewno ona. Zapytała, kim jesteśmy. Odpowiedziałam jej w języku polskim.
-Ciociu. To ja, Wiktoria. Od Julii.
Kobieta rzuciła się ńa mnie płacząc. Także uroniłam kilka łez. Po długich minutach, gdy w końcu się od siebie oderwałyśmy, przedstawiłam jej Janka. Jego także przytuliła. Zaprosiła nas do środka i wstawiła wodę na kawę.

Już w taksówce zastanawialiśmy się z Jankiem, czy ją wtajemniczyć w powód przyjazdu, ale uznaliśmy, że nie do końca. Opowiedzieliśmy jej to samo, co Julii. Rozmawialiśmy kilka godzin, aż ciocia stwierdziła, że musimy odpocząć. Zapytała jeszcze tylko, czy możemy mieć jedną sypialnię, na co się zgodziliśmy. Wzięłam walizkę do łazienki, do której zaprowadziła mnie kobieta, żeby od razu się ogarnąć. Jasiek brał prysznic w innej.

Wykąpałam się. Owinęłam ręcznik dookoła swojego ciała i przyklęknęłam, żeby wyjąć piżamę. Nie mogłam jej znaleźć. Byłam pewna, że ją pakowałam. Wyciągnęłam wszystko i się załamałam. Jasiu, ty walnięty żartownisiu. Skopię ci tyłek.  Okazało się, że kochany Janek wypakował mi piżamę i dresy oraz zastąpił je seksowną bielizną, którą dostałam na urodziny. Nie miałam wyboru - musiałam ją włożyć. Mimo wszystko mogłam spać w dzinsach, ale jednak zrezygnowałam.

Wyszłam z łazienki i zaczęłam wolno iść po korytarzu. Miałam nadzieję, że nie natknę się na ciocię, umarłabym chyba ze wstydu. Weszłam do pokoju, Jaś już czekał na łóżku uśmiechając się chytrze. Parsknęłam śmiechem na jego widok. Wstał i podszedł do mnie. Miał na sobie koszulkę i bokserki.

Musnął moje ramię opuszkami palców. Wywołało to dreszcz na moim ciele, co oznaczało dla niego zaproszenie. Położył dłoń na mojej szyi, kciuk układając w jej zagłębieniu. Cmoknął mnie w nos, kreśląc swoim kółka na moim policzku. Czułam jego zapach, jak zwykle cudowny. Niepowtarzalny. Po prostu mój. Zsunął ręce po mojej talii, zatrzymując je na biorach. Przyciągnął nasze ciała bliżej, napierałam na niego. 

Pociągnęłam go w stronę łóżka, w drodze zdejmując mu koszulkę. Przewrócił mnie na plecy, opierając się dłońmi nad moją głową i siedząc na mnie lekko. Dotknęłam jego torsu. Poczułam zarysy mięśni pod rozgrzaną skórą. Pochylił się i zaczął całować mnie od ust, podbródek aż po szyję. Przygryzł skórę na moim ramieniu, przez co pisnęłam. Przerzucił mnie tak, że teraz ja leżałam na nim.

Wciąż otulając moje ciało pocałunkami rozwiązywał wstążeczki od gorsetu. Nagle przestał robić cokolwiek czekając na moją reakcję. Zamruczałam skłaniając go do dalszych pieszczot, ale nie ruszył się. Zaczęłam przygryzać jego dolną wargę, jednocześnie wsuwając mu ręce we włosy. To zawsze na niego działało. Nie myliłam się. Od razu dziko jego usta błądziły po moim ciele. Od czasu do czasu przechodził mnie dreszcz rozkoszy. Mruczałam mu do ucha lekko je muskając, co jeszcze bardziej go pobudzało. 

Wyswobodził mój tułów z bielizny, zostałam naga. Chłopak delikatnie przyciągnął mnie do siebie. Sunął opuszkami po moich plecach, przez co wygięłam się w łuk do tyłu. Jego ręce powędrowały na mój brzuch. Miałam drobną nadwagę, ale Jaś lubił moje niedoskonałości, nie krępowałam się przed nim. Sam mówił, że jeśli kogoś kochać to sercem, a nie oczami. Mimo to, każdego dnia powtarzał mi, że jestem piękna. 

Przesunął kończyny na moje uda i lekko je ścisnął. Sapnęłam. Jasiek błądził dłońmi po moim ciele. Złączyliśmy nasze ciała, a także dusze. W końcu zasnęliśmy wtuleni w siebie. Nagi Jan i naga Wiktoria. Tak ich zastał świt...
_________________________________________________________________

Misie! Dziś tak bardziej +18, ale to wszystko przez ludzi ze wspaniałej konfy, którzy kazali mi napisać taki rozdział XD. Serdecznie pozdrawiam, zwłaszcza Oliwię i Filipa :D

Narzekacie, że nie macie co czytać. Więc proszę, dwa mega ff!
Jędza, eeee to znaczy... Marzena: www.cieplowsrodchlodu.blogspot.com
Oldzia, która dopiero zaczyna :3  www.zerooryginalnosci.blogspot.com

Przypominam o grupie czytelników tego ff, założonej na Waszą prośbę :3 https://m.facebook.com/groups/987549737922750?ref=m_notif&notif_t=group_comment

Wpadnij też na ask! Przypominam też, że czytelnicy wstawiają link do ff do opisu :3 ask.fm/Znajoma2000

Nie zapomnij dodać "+1" i "obserwuj" a także zaobserwować na asku :) jeśli chcesz pogadać, napisz na skype: froncalaff














wtorek, 31 marca 2015

Rozdział 34

"Było już naprawdę późno. Ludzi coraz mniej, z każdą chwilą zaczynała panować gęstsza atmosfera, ale zrobiło się ciszej. Głowa mnie bolała z nadmiaru emocji. Miałam dość, już
chciałam powiedzieć Jaśkowi, żeby odwiózł Olgę, ale przyszedł lekarz. Jego mina nie wróżyła zbyt wiele dobrego. Wypowiedział pierwsze słowa, które słuchaliśmy z uwagą, ale do sali Mili wbiegły pielęgniarki wołając go. Odbiegł od nas i ostatnim, co usłyszeliśmy, to przewlekły, monotonny pisk."


Podbiegłam do drzwi, które zostały zamknięte przed moją twarzą. Jasiek stanął obok. Przez małe okienko oglądaliśmy reanimację, jak w jakimś filmie. Wstrząsy władające ciałem wychudzonej dziewczyny i lekarze pracujący w pełnym skupieniu. Oboje z chłopakiem płakaliśmy opierając dłonie na szybie. Odsunęliśmy się, gdy do sali wbiegała jeszcze jedna pielęgniarka.

Dopiero w takich chwilach rozumie się, jak kruche jest życie. Jak bardzo używki mogą wykończyć. 

Olga też pochlipywała. Usiedliśmy we trzech na ławce pogrążeni we własnych myślach. Reanimacja trwała już długo, niestety wiedziałam, co to oznacza. Mimo wszystko wciąż miałam ten płomyczek nadziei, że tak się nie stanie. Wmawiałam sobie, że to sen. Jeden z moich przerażająco realistycznych koszmarów. 

Wyszedł lekarz. Minę miał poważną, aż za bardzo. Wstaliśmy i pełni dobrych myśli stanęliśmy mu naprzeciw. 
-Przykro mi.

Podeszłam do ściany, oparłam się o nią plecami i zsunęłam w dół. Objęłam ciało ramionami i zaczęłam spazmatycznie szlochać. Jeszcze nigdy tego aż tak nie robiłam. Janek wciąż stał patrząc na lekarza jak zahipnotyzowany. On też pragnął usłyszeć coś innego. Wciąż płacząc zbliżyłam się do drzwi od sali. Pełna strachu wyjrzałam, i jedyne co zobaczyłam, to podstać pod prześcieradłem i mnóstwo nieczynnej aparatury. Cały obraz wkomponowany był w brudną, sterylną biel szpitala.

Minęło trochę czasu. Może godzina, może kilka minut. Wezwaliśmy taksówkę i wróciliśmy z Olgą do domu. Jasiek nie mógł prowadzić w takim stanie. Nikomu z nas nie chciało się spać, więc zrobiłam kawę i usiedliśmy przy stole. Spowijała nas głęboka cisza i zaduma, w myślach wciąż kołotało się słowo "dlaczego?". 

Zerknęłam na zegarek. Wskazywał pół godziny po drugiej nad ranem. Trwaliśmy tak do świtu, żadne z nas nie ruszyło napoju. Wyłączyłam światła i rozeszliśmy się do pokoi mimo, że nie byliśmy senni. Każdy jednak musi odpocząć. Położyłam się obok Olgi i starałam chociaż na chwilę zdrzemnąć. Zasnęłam niespokojnie.

Obudziłam się. Czułam się jeszcze gorzej niż wcześniej. Chciało mi się płakać. Moja przyjaciółka jeszcze spała, nie chciałam jej budzić. Zeszłam na dół. Skierowałam swoje kroki do lodówki i otworzyłam ją w poszukiwaniu mleka. Dopiero teraz odczułam, jaka jestem głodna. Znalazłam kartonik odwracając się, by chwycić płatki.

Upuściłam mleko. Kartonik uszkodził się i polał wszystko białym płynem. Przede mną stała Mila. Była wściekła, w jej oczach widziałam żal. Zaczęła zbliżać się do mnie, naparłam na blat. Krzyczałam, przybiegł Jasiek. Spojrzałam w jego stronę. Ne jego twarzy widniało zdziwienie i niepokój. Odwróciłam głowę. Mili już nie było. 

Osunęłam się na podłogę, lądując w śnieżnej kałuży. Chłopak ukucnął obok i mnie przytulił. Lekko kołysał moim ciałem, aż przestałam się trząść i płakać. Zaprowadził mnie na kanapę oraz trzymając za rękę wypytywał co się dzieje. Widziałam po nim, że nieźle się wystraszył, ale tłumaczył to jako przewidzenie. Jednak ja wiem, co widziałam. 

Olga nie zjadła śniadania, bo nie miała ochoty i poszła do swojego domu. Ja musiałam jakoś wyzwolić swój ból i poszłam pobiegać. Rzadko to robiłam, choć bardzo lubiłam. Włożyłam słuchawki i skręciłam do parku. Zdyszana usiadłam na ławce, by chwilkę odsapnąć. 

Ktoś klepnął mnie w ramię. Odwróciłam głowę i gwałtownie wstałam. To ona. Nadal była zła. Chciałam uciec, ale nie mogłam wykonać ruchu. Mila poruszyła ustami i zrozumiałam przekaz, chociaż nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Postać zniknęła z chwilą, w której mrugnęłam. W mojej świadomości wciąż odbijało się echcem "Winna. Winna. Winna."

Roztrzęsiona wróciłam do domu. Jaśka nigdzie nie było. Bałam się zostać sama. Czego Mila ode mnie chciała? Co ja jej zrobiłam?  Usiadłam na kanapie z książką. Przewracałam strony, ale nie czytałam. Nie mogłam się skupić. Przybył Jan. Rozmawiałam z nim o wydarzeniu w parku i wyznałam swój strach. Nie wierzył mi. 
-Mila bardzo cię kochała, dlaczego miałaby cię nachodzić? 
-Jasiek, ja nie wiem. Ale widziałam ją, naprawdę! Boję się, serio się boję. - Rozpłakałam się. Przytulił mnie i zmienił temat. Średnio nam się rozmowa kleiła.

Przyszła pora obiadowa. Zamówiliśmy pizzę, nie mieliśmy siły bawić się w kucharzy. Wzięłam kawałek i poszłam przed telewizor. Siadając, czekałam na Janka, który chciał sobie jedzenie doprawić. Usłyszałam jak Jaś płacze. Pobiegłam do kuchni. Schował twarz w dłonie. Objęłam go. Po chwili się uspokoił i wydukał, że widział ją. Że do niego przyszła. Zrozumiałam, że ma na myśli Milę. Powiedział też, że się do niego uśmiechała, ale miała smutne oczy. Wciąż go tuląc zauważyłam ruch w korytarzu. Przekręciłam lekko głowę. 

Stała. Wściekła, wychudzona, z sinymi ustami i cieniami pod oczami. Brudne włosy i łachmany przyciągały mój wzrok. Jej twarz wyrażała... Nienawiść. Czystą, szczerą nienawiść. Sapnęłam i wtuliłam się w Janka. Kiedy odważyłam się spojrzeć jeszcze raz w tamtym kierunku, niczego nie zobaczyłam. Zwykły hol. 

Do końca dnia miałam się na baczności. Co chwilę odwracałam się za siebie. Po prostu czułam się obserwowana. Najbardziej przerażał mnie nie sam duch, co powód, dla którego jestem prześladowana. Przecież do Jasia się uśmiechała... Czym ja jej zawiniłam? 
Poszłam wziąć prysznic. Poprosiłam chłopaka, czy mogę z nim spać, bo się boję. Oczywiście się zgodził. Zasnęliśmy wtuleni w siebie, dając sobie nazwajem poczucie bezpieczeństwa.

Nastał nowy dzień. Miałam nadzieję, że tym razem bez niespodzianek. Zapowiadało się dobrze, ale w sumie nie ruszałam się na krok bez Janka. Poszliśmy załatwić formalności co do pogrzebu. To wszystko wydaje się być takie beznamiętne, zero emocji. Lecz tak naprawdę cały czas oboje płakaliśmy, nie jedliśmy prawie nic, nie cieszyliśmy się niczym. 

Na pogrzebie nie było zbyt wielu osób. Ja i Jasiek, cała rodzina mojej siostry i kilku dziwnych ludzi. Dlaczego dziwnych? Bo nigdy w życiu ich nie widziałam i zachowywali się dość podejrzanie. Nie umiem tego określić, po prostu to czułam. To w sumie mogli być jej znajomi z którymi ćpała. 

Minęło kilka dni. Mila już więcej nie pokazała się nikomu. Było gorąco, prawie czerwiec. Obudziło mnie słońce przypiekające moją twarz. Poszłam do łazenki umyć się. Kiedy jednak stanęłam w jej progu, zamarłam. Na białych kafelkach na ścianach było mnóstwo czerwieni. Mnóstwo napisów wykonanych moją krwistą szminką. Wszędzie widniał ten sam napis. WINNA. 

Osunęłam się na podłogę. Zawołałam Jaśka. Przyszedł i patrzył przerażony na ściany. Podniósł mnie i przytulił. Zapytał, czy to ja zrobiłam. Zaprzeczyłam. Poszliśmy do kuchni. Jasiek zrobił kawę. Był roztrzęsiony, z resztą ja tak samo. Siedzieliśmy przy stole próbując się uspokoić. Jaś za mało osłodził, wstałam po cukier. Otworzyłam szafkę i wypadły z niej trzy kubki. Rozbiły się w proch. 

Janek zwabiony hałasem chciał wejść, ale drzwi zatrzasnęły się przed nim z hukiem. Zaczęłam krzyczeć, dopadłam do nich. Chłopak walił pięściami każąc mi otworzyć. Po kolei wypadały naczynia z szafek zamiając się w deszcz odłamków. Poczułam przeraźliwe zimno, odwóciłam się szybko. Mila. Płakała. Nie mogłam wydusić z siebie słowa, dech mi zaparło. 

Spojrzała na mnie z oczami pełnymi łez. Wskazała na mnie palcem i wyszeptała:
-To przez ciebie.

Nagle zrobiła się wściekła. Z szaf wylatywały nowe przedmioty, wszystkie momentalnie dopadło zniszczenie. Dostałam w głowę z talerza. Słyszałam, jak Jaś wciąż krzyczy i uderza w drzwi. Modliłam się, żeby to ustało. Znów oberwałam, tym razem upadłam. Skuliłam się. Raz po raz czułam odłamki rozcinające moje nogi i ręce. Stróżki krwi oplatały moje ciało.

Po jakimś czasie, który zdawał się wiecznością, wszystko ustało. Drzwi ustąpiły i Janek z impetem wpadł do pomieszczenia. Rozejrzał się i gdy zobaczył, jak zwijam się w kącie wziął mnie na ręce. Delikatnie, jakbym była z porcelany położył moje ciało na kanapie. Pobiegł po apteczkę. Na chwilę mignęła mi Mila, uśmiechając się zadowolona. Zaraz jej nie było. 

Wrócił chłopak z apteczką. Byłam ledwo przytomna ze strachu i bólu. Przemył mi rany. Okazały się niewielkie, ale głębokie, dlatego tyle krwi. Miałam wbite gdzieniegdzie kawałki szkła, zatem musiał użyć pęsety. To tak cholernie bolało. Moje nogi zostały obandażowane, a ja zaniesiona do łóżka. Jasiek położył się obok bez słowa. Usłyszeliśmy pukanie na dole. Chłopak spojrzał na mnie, to na drzwi. Bał się oddalić. 

Pukanie stało się bardziej natarczywe. Przygryzł wargę szybko myśląc co zrobić. Jeśli zostawi mnie tu samą, coś może mi się stać. A kiedy weźmie mnie na dół, może przyjść ktoś ważny i przerazi się na mój widok. W końcu postanowił. Podniósł mnie i szybko zeszliśmy ze schodów, usadził na krześle i otworzył drzwi wejściowe. Nikogo tam nie było...
_______________________________________________________

Witajcie kochani. Dziś trochę strasznie :D mam nadzieję,że Wam się podoba, bo moim zdaniem lekko przesadzone. Ale jak uważacie?

Chiałabym bardzo bardzo bardzo podziękować Duli. Najkochańsza wytrzymała ze mną kilka tygodni omawiając i dopracowując dla mnie szablon. Kochana, jesteś najlepsza! I przepraszam, że zapomniałam o Tobie wspomnieć w poprzednim rozdziale :c 

Przypominam o grupie czytelników tego ff, założonej na Waszą prośbę :3 https://m.facebook.com/groups/987549737922750?ref=m_notif&notif_t=group_comment

Wpadnij też na ask! Przypominam też, że czytelnicy wstawiają link do ff do opisu :3 ask.fm/Znajoma2000

Nie zapomnij dodać "+1" i "obserwuj" a także zaobserwować na asku :) jeśli chcesz pogadać, napisz na skype: froncalaff

niedziela, 29 marca 2015

Rozdział 33

"Tak więc siedziałam w tej popękanej misce, a Jasiek stał nade mną jak samiec alfa. Wbiegł do domu. Już chciałam wstawać, ale wrócił. Kiedy zobaczyłam, co przyniósł, oczy mi się szeroko otworzyły..."

Trwałam przez chwilę bez ruchu, aż w końcu zimno zaczęło mi doskwierać. Trzymał kolaż. Sklejkę najpiękniejszych zdjęć, jakie kiedykolwiek widziałam. To były nasze fotografie, jak siedzimy, przytulamy się lub całujemy. Z parku, kiedy chodzimy za rękę czy karmimy kaczki. Prawie się popłakałam. Pomógł mi wstać, przytulił mnie i wyszeptał, że to spóźniony prezent urodzinowy. 

Powiesiłam go na centralnej ścianie w pokoju i ozdobiłam lampkami. Wszystko wyglądało cudownie. Resztę dnia spędziliśmy na kanapie oglądając głupie filmy, przez które przysypiałam. Nudziły mnie, ale Jasiek bardzo rozemocjonowany wyczekiwał na każdą scenę. Wieczorem porozmawiałam z Olgą i umówiliśmy się we trzech do ginekologa. 

Rano strasznie bolał mnie brzuch, ale poszłam z nimi. Dziewczyna była rozstrzęsiona, bała się osądu lekarza. Kiedy przyszła jej kolej, uścisnęła mnie i spanikowana przekroczyła próg gabinetu. Jaś przelotnie na mnie spojrzał i podążył za nią. Nigdy się specjalnie nie przyjaźnili ale widzałam, że się martwi. Czekałam długą chwilę. Zza drzwi nie dochodził żaden dźwięk. 

Zaczęłam chodzić od ściany do ściany, przygryzając nerwowo wargę. Gdzie oni są tyle czasu? Boże, niech to nie będzie ciąża... Proszę. Ludzie patrzyli się na mnie trochę krzywo, ale nie obchodziło mnie to. Każda sekunda była jak minuta, czekanie coraz bardziej mi się dłużyło. 

W końcu otworzono drzwi. Wyszła z nich Olga, a tuż za nią Jan. Nie było po nich widać żadnych emocji. Dopiero kiedy wyszłyśmy z ośrodka moja przyjaciółka odważyła się na mnie spojrzeć.
-I co? Co powiedział lekarz? - Zapytałam.

Olga rzuciła się na mnie i gorzko płakała. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. To niemożliwe. W jednej chwili zawaliło jej się całe życie. Przez chwilę nieodpowiedzialności i kompleksów. Nie chciałabym być na jej miejscu... Przytuliłam ją mocniej czując łzy na swoich policzkach. Janek stał obok trochę nie wiedząc, co robić. Podszedł i objął nas obie, dając nam (przynajmniej mi) poczucie bezpieczeństwa i odrobinę pocieszenia. Trwaliśmy tak dobrą chwilę, aż dziewczyna się trochę nie uspokoiła. Pojechaliśmy do naszego domu. Olga nie mogła wrócić do siebie w tej chwili, nie w takim stanie. Kazałam jej napisać smsa do mamy, że ma się nie martwić, bo zostaje u mnie na noc. 

Zrobiłyśmy sobie "babski wieczór". Chciałam, żeby dziewczyna się trochę odprężyła po stresie ostatnich dni. Mimo wszystko, czułam do niej niejasny żal, że nie powiedziała mi o tym wyjściu do klubu. Ale była, jest moją przyjaciółką i muszę jej pomóc. Wysłałam Jaśka do sklepu po masę słodyczy i słonych przekąsek. Wiadomo, że smutki trzeba zajadać jedzeniem. Wybrałam też najgłupsze dwie komedie, które okazały się najśmieszniejsze z dotychczas oglądanych przez nas obie. 

Następnie zrobiłyśmy ciasto. Niestety, nie mamy zbyt dużego doświadczenia w pieczeniu. Mówiąc delikatnie - zupełnie spaliłyśmy placek. Tak, dokładnie jak zapiekankę w jej domu. Cóż, nie wszyscy są stworzeni do gotowania. Wyjmowałam właśnie wypiek z piekarnika, i aż upuściłam blachę. Na chwilę pojawiła się Mila. Jednak gdy ją zobaczyłam, miałam problemy z identyfikacją. Ubrana w jakieś łachmany, wychudzona, blada i z sińcami pod oczami. Obie z Olgą zamarłyśmy, kiedy stanęła przed nami. Patrzyłyśmy, jak zamykają się jej oczy i upada.

Krzyknęłam na Janka, który od razu przybiegł. Dzwonił po pogotowie, kiedy starałam się ją ocucić. Nie udało mi się. Przyjechała karetka. Ja cały czas byłam jak w transie. Ocknęłam się z niego dopiero w samochodzie, gdy Jasiek płacząc wiózł nas do szpitala. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek to robił. Dopiero do mnie dotarło, jak bardzo są nawzajem ważni. Przecież oni mają tylko siebie. Ja mogę zerwać z Jasiem w każdej chwili, albo on ze mną. Jeśli teraz straci Milkę, zostanie zupełnie sam. Ja ewentualnie mam Julię, a on? On nie ma nikogo.

Podczas drogi i już w szpitalu rozmyślałam nad całym swoim życiem. W sumie, przez szesnaście lat to było pasmo nieszczęść, żyć mi się odechciewało. Ale kiedy poznałam Jaśka i Milę - ludzi, którym na zawsze będę wdzięczna, zrozumiałam. Dopiero wtedy poznałam życie bez ciągłego strachu i poniżania. 

Oderwałam się od smutnych rozmyślań i skupiłam na Jaśku. Był cały w nerwach, z resztą mu się nie dziwię. Zaczęłam zastanawiać się, co jest ze mną nie tak. Dlaczego nie reaguję jak on? Czemu nie jest mi tak przykro i nie jestem w takim szoku?  Czy Mila nic dla mnie nie znaczy? Oczywiście, że znaczy. Przecież to ona w pewien sposób zastąpiła mi matkę. 

Z chwilą, kiedy to pomyślałam, z moich oczu trysnęły łzy, a ja skuliłam się i objęłam głowę ramionami. Jasiek patrzył na mnie zdziwiony. Przytulił się i także zapłakał. W końcu przyszedł lekarz.
-Witam, czy któreś z państwa to rodzina? - Zapytał. Jaś poderwał się na równe nogi.
-Dzień dobry, tak. Jestem jej bratem. Co z nią? - Prawie wykrzyczał na jednym tchu.
-Pańska siostra miała ogromną ilość opiatów w organizmie. Znajduje się teraz w lekkiej śpiączce, co jest charakterystyczne dla długotrwałego zażywania. Niestety, w tej sytuacji jesteśmy zmuszeni wezwać policję. Przykro mi.

Widziałam, jak Jankowi krew odpływa z twarzy. Zacisnął dłonie w pięści. Opiaty? Mila? Lekarz odszedł, a ja podeszłam do chłopaka.
-Opiaty? Czy to jest to, co myślę? - Wyszeptałam przerażona.
-Tak. Opiaty to rodzaj narkotyku. Między innymi heroina. - Usiadł bezwładnie na ławce i oparł głowę na dłoniach. - Nigdy Ci nie mówiliśmy, ale zanim umarł ojciec, Mila była uzależniona. Wysyłaliśmy ją na detoksy i po czwartym w końcu przyszły efekty. 
-Czekaj, czyli kiedy ona była z Olgą w klubie....
-Zgadza się. Nie była pijana, tylko naćpana. Tego się właśnie bałem.

Stałam i patrzyłam się tępo w brudną, białą ścianę. To niewiarygodne. Nikt nigdy nie wierzy, że narkotyki są tak blisko. Każdemu wydaje się, że to go nie dotyczy, a tak naprawdę dookoła jest pełno tego gówna. To jest tak niesamowicie okrutne, że obracamy się w tym wszystkim nie mając o niczym pojęcia.

Olga przyjechała z nami do tego szpitala. Nie mogłam jej wypuścić do domu w takim stanie, a tym bardziej zostawić samej na obcej przestrzeni. Ona cały czas siedziała obejmując ramionami kolana pogrążona we własnych myślach. Koszmarny dzień dla nas obu. Nie wiem, dla której bardziej. 


-Olga, chcesz do domu? - Zapytałam z troską. Zaprzeczyła kręcąc lekko głową.
To miał być nasz dzień. Po tej smutnej nowinie miałyśmy się rozerwać, sprawić, żeby nie myślała zbyt dużo. Ale niestety, jak zwykle nam się nie udało. Dlaczego los zawsze nam rzuca kłody pod nogi? Zwróciłam się do chłopaka.
-Janek?
-Hmm? - Spojrzał na mnie smutno.
-Co powiemy policji?
-Nie wiem, Misiu. To trudne. Nie mam nawet jak jej wybronić. Nie obędzie się bez sprawy w sądzie. Módlmy się tylko, żeby jej nie zamknęli.

W ciągu mniej więcej półgodziny pojawiła się policja. Rozumieli, że nie chcemy jechać z nimi na komendę, bo Mila jest w szpitalu, więc po kolei brali nas do dużej, oddzielnej sali i przesłuchiwali. To była moja druga rozmowa z nimi. Podczas pierwszej Jasiek się praktycznie wypowiadał za mnie, bo nie byłam w stanie tego robić. Teraz musiałam sobie poradzić sama. Nie wiedziałam, co mówić. Postawiłam zatem na prawdę. 

Pytali o moje więzi z Milką, jaki mamy kontakt, czy zauważyłam jakieś dziwne zachowanie u niej, czy znikała z domu i tak dalej. Typowe przesłuchanie jak na filmach. Starałam się mówić spokojnie i rzeczowo, ale denerwowałam się coraz bardziej wraz z każdym następnym pytaniem. Panowie chyba to zauważyli i pomyśleli, że jestem czemuś winna, gdyż każde nowe słowo było zabarwione wyrzutem. Czułam dyskomfort i w końcu rzeczywiście w swojej psychice stałam się "tą złą". 

Podziękowali grzecznie za rozmowę, kiedy się rozpłakałam i wyszłam z sali. Jasiek do mnie podbiegł i od razu przytulił. Olga była ostatnia. Wyszła po jakiś 10 minutach, kiedy mi czas w tym pokoju z nimi dłużył się niemiłosiernie. Ona w sumie nie miała nic do powiedzenia policjantom, bo prawie nie znała się z oskarżoną. Janek powiedział, że rzeczywiście mnie trzymali długo. Moja przyjaciółka wróciła z kamienną twarzą. 

Było już naprawdę późno. Ludzi coraz mniej, z każdą chwilą zaczynała panować gęstsza atmosfera, ale zrobiło się ciszej. Głowa mnie bolała z nadmiaru emocji. Miałam dość, już

piątek, 27 marca 2015

Rozdział 32

"Opowiedziałam mu co z Olgą, a ten patrzył szeroko otwartymi oczami. Jego dłonie zacisnęły się w pięści. Zapytał, w jakim to było klubie. Gdy odparłam, że nie mam pojęcia, mruknął tylko:
-Znowu zaczęła. - Wstał od stołu, złapał w biegu kurtkę, wziął kluczyki i wyszedł z domu..."


Poszłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko rozmyślając, co to wszystko ma znaczyć. Co niby "zaczęła" znowu? I co ma do tego nazwa klubu? Zrobiłam się głodna. Zeszłam po schodach i skierowałam się do kuchni. Zauważyłam, że koło kuchenki coś leży. Poduszka. Co ona tutaj robi? Podniosłam ją i położyłam na krześle. Nie wiem, dlaczego zgłodniałam. Przecież spaghetti zniknęło jakieś 20 minut temu z mojego talerza. 

Do nocy, czyli kilka następnych godzin nie potrafiłam znaleźć sobie żadnego zajęcia. Chodziłam z kąta w kąt nie mając pojęcia, co robić. Nie mogłam zadzwonić do Julii, żeby zapytać o Olgę, bo na pewno by wypytywała. 

Zbliżała się północ, więc poszłam pod prysznic. Kiedy kończyłam mycie się, usłyszałam awanturę. Szybko włożyłam piżamę i zbiegłam na dół. Jasiek i Mila skakali sobie do gardeł. Nie mogłam zrozumieć, o co się kłócą, ale wyłowiłam słowa "klub", "alkohol", "palić", "nic nie zrobiłam", "nie wiem", "nie widziałam". Chyba jeszcze kilka innych, ale nie miałam co do nich pewności. 

Dziewczyna zobaczyła mnie i pobiegła do swojego pokoju, trzaskając drzwiami. Nic nie rozumiałam. Podeszłam cicho do Jasia i chciałam go przytulić, ale wyrwał mi się.
-Misiu, idź do pokoju. Proszę. - Jego głos aż ociekał wściekłością.
-Co? Dlaczego? - Zdziwiłam się.

Chwycił wazon z kwiatami stojący na stole i z całej siły cisnął nim o ścianę. Patrzyłam oniemiała, jak białe strumyczki pełzną ku podłodze, tworząc mokrą plątaninę. Kilka listków i płatków zostało na fasadzie, a reszta pofrunęła wraz z deszczem odłamków szkła. Wkurzyłam się, bo to mój urodzinowy bukiet. Jednak z drugiej strony musiał się wyżyć. Ja wyzwoliłam złość łamiąc sobie nogę, a on rozbijając dekorację. No cóż, co kto lubi. Spokojna, że wrócił udałam złą i obracając się na pięcie - wróciłam do pokoju. Szybko zasnęłam.

Obudził mnie Jaś. Spojrzałam na zegarek, wskazywał kilka minut po dziewiątej. Przypomniałamy sobie wczorajszą akcję z wazonem i postanowiłam się zemścić. TO BYŁ NAJFAJNIESZY BUKIET! Odwróciłam się na drugi bok, plecami do niego. Zaczął czochrać mi włosy, więc nakryłam głowę kołdrą. Już po chwili poczułam, że jest ona ze mnie zsuwana. Teraz się naprawdę zirytowałam. Mimo to, leżałam niewzruszona. Janek wyszedł z pokoju. 

Zapadłam w drzemkę. Mogłam spać zawsze i wszędzie, więc nie był to dla mnie problem. Poczułam szarpnięcie, które mnie wybudziło. To mój chłopak mnie podniósł. Zbiegł ze mną po schodach i wychodząc na podwórko zaczął tańczyć. Zupełnie jakbym nic nie ważyła, a miałam delikatną nadwagę. Wirował dookoła, moje włosy razem z nim. Był piękny, słoneczny dzień. 

Położył mnie na kocu, który został wcześniej rozłożony na trawie. Usiadł obok mnie i zaczął smyrać mnie źdźbłem po nodze. Z całych sił starałam się zachować powagę, ale Jasiek chyba zauważył moją krzywą minę,  bo zaśmiał się. Przytulił mnie, co odwzajemniłam.
-Przepraszam za wczoraj. Ale sama wiesz, że musiałem się wyładować. Kupię ci nowe badyle, Misiu. Poza tym, masz tego mnóstwo w pokoju. - Uderzyłam go. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czubek głowy. Wtuliłam się w jego szyję.
-Życie ma sens dzięki tobie. - Wyszeptał mi w nieuczesane włosy. 

Leżeliśmy tak dość długo. Ja w bardzo zmysłowej piżamce w kucyki a on bez koszulki. Nie przyzna się do tego jak żaden facet, ale uwielbia chwalić się swoją muskulaturą. Robiło to wrażenie na dziewczynach, na mnie też, choć nie jestem z tych, co lecą tylko na wygląd.

Jan zwariował. Dostał słowotok i buzia mu się nie zamykała. Kiedy zakryłam dłońmi uszy, żeby go w końcu nie słyszeć, zaczął mnie łaskotać. Mówił coraz szybciej i szybciej. 
-Ej, Wiki! Wolisz żebym zasadził paprykę, bakłażany czy kupić ci kotka? Zobacz tęcza!
Wygłupialiśmy się aż do pory obiadowej. Zrobiłam się głodna. Powiedziałam mu o tym, a on:
-Kebab! I sprite! Zamawiamy! - Jak na skrzydłach pobiegł do domu.

Leniwie wstałam, przeciągnęłam się i weszłam do domu. Jaś właśnie kończył rozmowę. Kazał mi się ubrać seksownie, ale go wyśmiałam, więc chyba się obraził. Wzięłam prysznic, założyłam normalne ubrania i przywieziono jedzenie. Po skończonym posiłku wybrałam się do Olgi. 

Weszłam, przywitałam się i skierowałam swoje kroki na górę. Obie czułyśmy się w swoich domach nawzajem jak u siebie. Otworzyła drzwi i rzuciła się na moją szyję. Dziś miała dobry humor. Wręcz wspaniały, patrząc na wczorajszy dzień. Gadałyśmy o wszystkim i o niczym. Powiedziałam jej, że nie spodziewałam się jej na dyskotece. Tym bardziej z Milą. Mruknęła tylko:
-Pozory mylą, a ludzie zawodzą.

Wracając naszła mnie ochota na wygłupy. Takie prawdziwe, dziecięce. Było popołudnie, w miarę ciepło, zatem wpadłam na pomysł. Wkradłam się po cichutku do mieszkania, nasłuchiwałam gdzie się znajduje Jaś. Był w swoim pokoju, usłyszałam muzykę. Wzięłam z łazienki kilka głębokich misek i wszystkie woreczki foliowe, jakie mieliśmy. Na ogrodzie pełniłam każdy wodą i rozdzieliłam na dwa pojemniki. Ustawiłam je naprzeciwko siebie w pewnej odległości.

Skradałam się do sypialni, żeby Jasiek mnie nie słyszał, ale akurat kiedy przechodziłam koło jego pokoju zachciało mu są wychodzić! Patrzył na mnie zdziwiony, ale z lekką drwiną w oczach.
-Co ty wyprawasz? - Zapytał.
-Eeeee... Nic.

Zaczął się śmiać. Chwyciłam go za rękę i zaprowadziłam do pokoju. Usadowiłam go na łóżku. Wyciągnęłam apaszkę z szafy i zaczęłam wiązać mu oczy.
-Zdejmij koszulkę. - Zarządziłam. Wykonał polecenie.
-No no, zaczyna mi się podobać. A ty kiedy swoją zdejmiesz? A mogę ja? - "Zmysłowo" zaproponował. Spaliłam buraka ale nie odezwałam się słowem. Jemu tylko jedno w głowie.

Kazałam mu uważać jak chodzi i zaprowadziłam na ogród. Zatrzymałam go koło miski, w której była jego "amunicja". Krzyknęłam "uważaj!", zdezorientowany rozglądał się dookoła. Nie wiem po co, skoro nic nie widział. Wzięłam na raz dwa woreczki i rzuciłam w niego. Rozbiły się na klacie, a Janek zaczął piszczeć jak dziewczynka. Zgadza się, to była lodowata woda. Momentalnie zdarł opaskę, ogarnął wzrokiem sytuację i dorwał się do swojej miski.

Zaczął miotać tymi pociskami jak szatan, a ja krzyczałam, bo niestety Jasiu ma cela. Nie zdążyłam nawet kolejny raz w niego rzucić, bo obrywałam. A gdy skończyły mu się woreczki, podbiegł do mnie, zarzucił sobie na plecy i wsadził tyłkiem do miski pełnej mojej "broni". Wszystkie torebeczki oczywiście pękły, zawając moje ciało od pasa w dół wodą. Naczynie też się zepsuło, bowiem było z plastiku, a napór był mocny.

Tak więc siedziałam w tej popękanej misce, a Jasiek stał nade mną jak samiec alfa. Wbiegł do domu. Już chciałam wstawać, ale wrócił. Kiedy zobaczyłam, co przyniósł, oczy mi się szeroko otworzyły...
________________________________________________________________
Miśki, mój tablet się dziś buntował. Gdyby nie to, rozdział byłby wcześniej i byłby dłuższy :c. Widzicie niektóre wytłuszczone zdania/słowa? Są one Wasze. Chcę, żeby ten blog był także częścią Was, więc od teraz będę w miarę możliwości robić coś takiego, jak dzisiaj, czyli: "Pierwsze 5 osób które mi napisze jakieś wyrażenie/słowo, będzie w rozdziale 8) w sensie to słowo/wyrażenie. Albo przysłowie, cokolwiek xd start! " NIE PISZCIE W KOMENTARZACH, TYLKO OBSERWUJCIE, CZY NIE DAM ZNAĆ NA ASKU

Tak więc musicie obserwować aska cały czas :D tam zawsze się dużo dzieje :D zapraszam: ask.fm/Znajoma2000  

Chcesz pogadać, zapytać o coś, chcesz się wyżalić lub potrzebujesz rady? Pisz na skype! froncalaff
Przypominam o klikaniu +1:3

Chciałabym Was też poprosić o większą aktywność w komentarzach :c no Misie, 16 komentarzy pod postem, który był najnowszy przez 2 dni? No proszę Was :c nie wiem, czy piszę gorzej czy co... Napiszcie mi o co chodzi. I myślę też nad grupą na fb. Tzn Wy myślicie, bo Wy mi o tym piszecie. Tylko bez hejtów, plz. Wyraźcie opinię! ANKIETA OD KTÓREJ DUŻO ZALEŻY 

I chciałabym Wam jeszcze powiedzieć, że od dzisiaj rozdziały nie będą codziennie, tylko co drugi - trzeci dzień. Nie wyrabiam się ze wszystkim. Postaram się dodawać codziennie mimo wszystko, ale nie obiecuję, że dzień w dzień :c mam nadzieję, że rozumiecie.